05 maja 2008

dotknąć prawdy

*




    







Poniedziałek majowy, trochę deszczowy majowym drobnym deszczem, trochę pochmurny i słoneczny zarazem; kilkanaście godzin temu minął długi ciepły przepiękny  weekend. Pogoda sprawiła się na medal, dała to, co najlepsze, ciepło, słońce, błękitne niebo.
      Tegoroczną majówkę, po raz pierwszy spędziłam w domu. Nastąpiła zamiana nadmorskiej plaży, górskich szlaków, urokliwych zakątków wszechswiata, na kawę popołudniową w świetle zachodzącego słońca pod brzozami, na przesadzanie, przekopywanie, przycinanie i odchwaszczanie, na spacer do lasu, na luźne leniwe rozmowy, na wieczornego grilla. Najprostszy sposób spędzenia czasu razem w swoim ogrodzie podyktowany potrzebą swoistej ciszy, spokoju, potrzebą najprostszej radości. Cieszę się tym, co mam na wyciągniecie ręki, zatrzymuję się przy drobiazgach życia codziennego i delektuję się nimi. Jasny słoneczny dom, wokół rośliny eksplodujące wiosną, zapachami i kolorami, dzieci, ba, już nastolatki, które wyrosły w mgnieniu oka, prawie gotowe do samodzielnego lotu w daleki, ekscytujacy świat.
Dlaczego tak zdecydowałam? Po pierwsze dlatego, że i moja noga i mój samochód potrzebują  regeneracji. Po drugie z powodu ostatniego dnia kwietnia, który wypełnił się szczególnymi emocjami; dzień bardzo konkretnych doznań rozstania, pożegnania, otarłam sie w dotkliwy sposób o kruchość zycia. Zdałam sobie sprawę, że nie ma we mnie zgody na przemijanie, na gwałtowne zmiany, coś we mnie krzyczało, buntowało sie, czułam sie jak umieram z tym, co odchodzi: zdrowie, życie, miłosć, nadzieje, pragnienia, patrzyłam jak umieraja marzenia moich znajomych, patrzyłąm bezradnie, jak sparalizowana, że nic nie mogłam zrobić – bezradność jest jak przekleństwo, stan ducha, któremu bardzo trudno sprostać. Tak, to brak zgody na przemijanie. Kto potrafi akceptować to, co było elementem naszego zycia, wspierało, wzmacniało, dodawało sił, dawało motywacje w najtrudniejszych chwilach zwątpienia? Pojawia sie bunt, żal, łzy. Pojawia się wycofanie w miejsce, gdzie czujemy się jak u siebie, bezpiecznie - do domu.



Życie jest zbyt krótkie, by marudzić
by narzekac
by się nudzić
by złorzeczyć
by się obrażać
by komplikować
by sie zadręczać
by powstrzymywać słowa, myśli, uczucia.
Z tego powodu czytelniku bardzo ważne jest, aby codziennie wyrażać słowem, spojrzeniem, gestem swoją miłość tym, których kochamy, wyrażać swoją wdzięczność za to co mamy, bo nic w naszym świecie nie jest pewne i oczywiste i na zawsze – nieustannie wszystko sie zmienia, czy sie to nam podoba czy nie, nie możemy tego procesu powstrzymać.



Obejrzałam film z moim ulubionym angielskim atorem, Hugh Grantem „Był sobie chłopiec”; otwiera go zamyka zdanie, swoisty light motiv „nikt nie jest samotną wyspą”.
Tak, tak, nikt nie jest samotną wyspą, wszystkie są połączone ze sobą pod wodą i tworza wszechświat spleciony miłością, oddaniem, fascynacją, zaufaniem, potzrebą bezpieczeństwa, wsparcia, wspólnym celem. Tworzymy ze sobą przeróżne konstelacje znajomości: zależnosci, przywiązania, miłości, adoracji, zazdrości, niechęci, zachwytu – wszyscy jesteśmy ze sobą w przedziwny sposób związani, o czym na co dzień nie mamy potrzeby myśleć,  ale przyjemnie jest zdać sobie sprawę z tego, że obok nas jest człowiek, który pragnie tego samego, ma w sobie taki sam lęk i watpliwości, i takie same marzenia.

Wczoraj koleżanka, która od dwóch lat cierpliwie i konsekwentnie nie oddaje pierwszeństwa panu rakowi powiedziała proste słowa:
trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy smakują jak szczęście.



Dzisiaj jeden z przyjaciół ma urodziny. To dobry dzień i najpiękniejszy miesiąc, żeby się urodzić i żyć, żeby corocznie świętować swoje życie.


Jeśli spotkasz przyjaciela, 

nie pozwól mu odejść, 
dopóki w przyjaźń wierzysz. 
Lecz to nie takie proste, 
wiele ścieżek wydeptanych, 
którymi samotnie trzeba przejść, 
może gdzieś tam bratnią duszę spotkać, 
ale najpierw wiele rozczarowań zaznać, 
samotności w tłumie ludzi. 
Gdzie żadne serce nie jest dla Ciebie... 
roześmiane twarze, lecz nie w Twoją stronę. 
Może na końcu tej drogi ktoś czekać będzie, i wtedy nazwiesz go przyjacielem.



Co znaczy dotknąć prawdy?

Jest prawda życia
prawda przemijania
prawda odchodzenia
prawda codziennego oswajania darów losu
prawda chwili tu i teraz
i jest miłość

Dotknąć prawdy to dotknąć codziennej drobnej rzeczy z miłością, z szacunkiem, to celebracja chwili Tu i Teraz, kiedy cieszę się tym, co mam; to słowa kocham wypowiedziane, kiedy patrzę w oczy mężczyzny, kobiety, dziecka, kiedy patrzę w lustro, kiedy się budzę i kiedy zasypiam.


Sztuką wielką jest wznosić się do gwiazd i stać mocno na ziemi... dotknąć człowieka, poczuć smak łez i dotknąć miłości. Warto próbowac codziennie, naprawdę warto.



_____________________________________
foto mea

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

dziękuję

linkWithin

Related Posts with Thumbnails