21 października 2015

Z tęsknoty duszy, z miłości do życia



„Ja szepce:

Zamiast podążać wieloma ścieżkami, bądź ścieżką. Zamiast poszukiwać wielu prawd, dostrzeż prawdę. Zamiast słuchać wielu głosów, rozpoznaj, że istnieje jeden głos”

  Simran Singh „Rozmowy z Wszechświatem”

















Wiele razy zadałam sobie pytanie – o co chodzi w życiu, którym żyję? Jak robić i co robić, żeby być w pełni twórczym, samodzielnym i niezależnym człowiekiem? Gdzie jest to coś, co mnie prowadzi, co sprawia, że dzieją się rzeczy, które bardziej czułam niż potrafiłam sobie je wyobrazić? Jak to się dzieje, że widzę siebie jako 7-letnią dziewczynkę, samotnie siedzącą nad leniwie płynącą rzeką zapatrzoną w horyzont, zanurzoną w szelest płynącej wody, i jednocześnie oddycham ciszą intensywnie pachnącego lasu, na który patrzę pijąc kubek gorącej wody, jakby linia czasu złożona z 49 lat złożyła się jak scyzoryk: nałożyły się fragmenty historii życia w równoległe rozdziały i przenika je ta sama tęsknota?
Wyjechałam z domu jako nastolatka odważnie gotowa chłonąć życie w inny niż dotychczas sposób. Doświadczyłam wspaniałych koincydencji zdarzeń, fenomenalnych przyjaźni, okazji do przyswojenia wyjątkowych umiejętności: harcerstwo z buntowniczym uśmiechem, poetycko-muzyczna pasja w radio, studia chemii i filozofii, miłość do gór zwieńczona wejściem na Mont Blanc, cudowne rodzicielstwo przy stole i w podróży, piękny dom z ogrodem, wspaniały mąż, rozmowy przy kominku, biblioteka, rozwód, wypadek, eksperymentowanie, spełnione marzenia, radość, cierpienie, magiczne chwile, gwałtowne zakręty i bezdroża.
Pewnego dnia, dzięki wypadkowi, zatrzymałam się na kilka lat, po czym wszystkie niteczki wymsknęły mi się z rąk. Odeszło wszystko, co miało sens, co tworzyło wyraźną granicę formy, w której mogłam tworzyć treść działając, planując, kontrolując. Życie zakomunikowało mi – odpuść, bo to, co jest takie znajome, nie jest dla ciebie. Przerażona tym, że bez celów i zadań moje istnienie stanie się bezwartościowe, znalazłam kilka zajęć, które miały mnie naprawić, posprzątać w głowie, nauczyć skutecznego życia i jak osiągnąć sukces, aż się zmęczyłam albo mnie zostawiły. Nie zostało nic, czego mogłabym się chwycić i trzymać. Jeszcze raz zostałam z uczuciami bezradności, porzucenia, niekochania, rozczarowania, samotności, otuliła mnie pustka i łzy, wróciła tęsknota.

„Jeżeli na ziemi jest odpowiedź to tam – w tamtym pokoju” *

W jednej z rozmów usłyszałam swoje zdecydowane słowa – jestem dla siebie jedynym autorytetem. Zostałam z nimi czując ogromną ich moc. Lecz co oznaczają w praktyce? Kim jestem i co mam do dyspozycji? Jak znaleźć w sobie siłę życiową? Gdzie znajduje się jej źródło? Gdzie jest cząstka mnie zwana duszą? Jak z nią rozmawiać: mówić do niej, słyszeć i rozumieć? Z jakiego powodu życie, które kocham, zadaje mi ból? O co chodzi?
Zanurzyłam się w ciszy. Pojawili się ludzie, filmy, książki, sny, olśnienia, doświadczenia jedno po drugim, jak przyjaciele. Wszystkie mówiły wyraźnie to, co przeczuwałam, co byłam gotowa przyjąć z ciekawością i z wdzięcznością, albo, z czego już korzystałam, nie mówiąc nawet sobie po cichu, bo pachniało tzw. egoizmem, magiczną duchowością, co mocno naruszało granice ‘normalności’. Wszystkie mówiły – spójrz na siebie, uznaj wady, zalety, błędy, wszystkie doświadczenia jako zasoby, zobacz w nich osobistą wyjątkowość i język, którym życie do ciebie mówi. I zobaczyłam siebie jako drogę pogłębiającej się samoświadomości, że jestem, potrafię, mogę, chcę, w zgodzie ze sobą, najczęściej wbrew utartym schematom.
Co potrafię wybrać dzisiaj świadomie dla równowagi z wewnętrznym krytycznym monologiem wkręcającym mnie w rolę ofiary i potrzebę szukania odpowiedzialnych za bezpieczne samopoczucie, tych, którzy przytulą zaspokajając apetyt na miłość?
Oddycham życiem przyzwalając na jego manifestację. Obserwuję wewnętrzne gry umysłu, nawyków i przekonań. Wsłuchuję się w uczucia wiedząc, że zawsze wszystko w porządku. Biorę udział w wielkim przedstawieniu, przyjmując różne role, chłonąc intensywnie energię doświadczeń wszystkimi zmysłami, mając świadomość jego ulotności. Sama siebie sprowadziłam tutaj i podążam za znakami, które sobie zostawiam z miłości: wielowymiarowe Ja porozumiewa się z trójwymiarowym ja korzystając z subtelnego języka intuicji płynącej z zaufania i miłości. Patrzę w słońce i staję się słońcem. Piszę o tym. Istnieję.

„Miłość nie jest naszym wynalazkiem. Ma moc. Oznacza coś więcej, czego nie możemy zrozumieć. Może to dowód na przejaw wyższego wymiaru, którego nie potrafimy zaobserwować? Miłość to jedyna rzecz, jaką obserwujemy, która pokonuje czas i przestrzeń. Może jej zaufajmy, nawet jeśli jeszcze jej nie pojmujemy.”*

________________________
*z filmu „Interstellar”
tekst opublikowany w kwartalniku "Biały Wiatr"
fotografia DL
ilustracja BW - źródło Google

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

dziękuję

linkWithin

Related Posts with Thumbnails