Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ona i On. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ona i On. Pokaż wszystkie posty

31 grudnia 2015

w krainie nigdy nigdy


*


















w trzymaniu się za rękę, w zmysłowej rozkoszy bliskości ciała opowiada siebie inna już, bo nowa historia, świadomość wybiera inaczej i nowy człowiek za sobą podążając tworzy suwerenną jakość, wprowadza nowe znaczenia dla Razem w relacji istnienia - pary człowiek z człowiekiem
to bajka z krainy 'nigdy tego jeszcze nie było' - NIGDY NIGDY do TERAZ
kiedyś człowiek szukał wsparcia i oparcia w drugim człowieku, kochał, pożądał, oczekiwał posiadając, mając pod kontrolą coś, co dawało mu siłę, taka optyka i gra z zewnętrznością;
przesunięcie do wewnątrz , do siebie zmienia wszystko, zmienia dynamikę każdego ludzkiego związku
ja Suwerenne Jestem trzymam za rękę Ja Jestem suwerenną istotę,
ja nakarmiony, spełniony swoimi kreacjami człowiek oddycham i przyjmuje i manifestuję siebie poprzez drugiego człowieka, i kocham siebie podwójnie
tworzymy i jesteśmy zarazem świadkami przemiany jakości każdej ludzkiej manifestacji
zauważcie Mistrzowie - drobny ważny szczegół:
w naszych związkach zniknęło coś takiego jak zazdrość, kiedyś istniało, zmurszało, zniknęło
________________________________________________________________
ewolucja postu pt. czerwony sznurek - temat sesji coachingowej z 8.02.2015
kraina Nigdy-Nigdy - inspiracja z filmu "Australia" 2008
ilustracja google

13 grudnia 2014

z miłości do życia

*
ślubuję ci pomagać kochać życie
mówić, kiedy słowa są potrzebne i  milczeć, kiedy nie są
zgadzać się na niezgodę i na tort czekoladowy
i grzać się ciepłem twojego serca, które zawsze będzie mi domem
















Długie rozmowy i ładne życzenia z okazji świąt. Spontanicznie i zmysłowo, miękko i odważnie, zwyczajnie, po prostu, bez dodawania i odejmowania. Naturalnie.

Tak
Coraz częściej z przestrzenną radością przekonuję się, że życie jest bardzo proste, że zawsze jest po mojej stronie, ba, za każdym razem w takim stopniu, w jakim przestaję kontrolować, ono robi za mnie i dla mnie fenomenalną robotę. Zbiegi okoliczności, małe i wielkie cuda, niespodzianki jak gwiazdki z nieba. Jakby wiedziało lepiej.

Co biorę dla siebie z filmu "The Vow"? Tworzenie własnych standardów i podążanie - ruch serca w swoją stronę, by się grzać własnym ciepłem i rozprzestrzeniać je, jak słońce


_______________________________
ilustracja Ilustris
cytat z filmu The Vow

08 maja 2014

razem i osobno

*

Małżeństwo - bycie razem - rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy partnerzy spadają z „siódmego nieba” do życia codziennego 
Eva Maria Zurhorst 






















► kochanie siebie:
Co oznacza „kocham Cię” w Twoich ustach? 
Jakie niezaspokojone potrzeby wyrażasz wypowiadając te słowa? 
Co by było gdyby działanie przez kochanie oznaczało kochanie siebie? 
Z jakiego powodu „poszukujesz” towarzysza życia? 
Czy wiesz, że nikt nie może kochać nas tam, gdzie sami siebie nie pokochaliśmy? 


















►zrozumienie i przyjmowanie wyjątkowości siebie samego poprzez drugiego człowieka: 

● Projektowanie (wyrzucanie z siebie) tego, czego nie chcesz i co ignorujesz, na innego. Projektując przypisujesz drugiemu człowiekowi to, czego sam w głębi potrzebujesz. 
● Oglądanie w zwierciadle (oczach drugiego człowieka) tego, czego nie chcesz widzieć. Związek z partnerem jest jak lustro na czubku Twojego nosa. Odzwierciedla miejsce, którego nie możesz zobaczyć, którego jeszcze nie odkryłeś. Konflikty zewnętrzne odzwierciedlają konflikty wewnętrzne. 
● Spotkanie z Cieniem, to spotkanie u Partnera tego, czego nie możesz w sobie znieść/unieść, zaakceptować. Cień jest przeciwieństwem tego, kim chcemy być i za kogo się uważamy. 















► pielęgnowanie bliskości:

Najlepsze, czym możesz obdarzyć drugą osobę to szacunek, szczerość, zaufanie. Jeszcze lepszym jest obdarzyć drugą osobę sobą - towarzyszem podróży, który obdarza siebie szacunkiem, szczerością i zaufaniem, tym samym rozprzestrzenia sobą szczęście i radość życia. Zaufanie otwiera i jednoczy, jest ruchem serca płynącym z miłości. Pierwotne i fundamentalne jest zaufanie do samego siebie, do swoich zdolności, umiejętności, wartości. Na tym możemy kształtować swoje życie, ponieważ umiejętność zaufania sobie przekłada się na umiejętność zaufania życiu, a w konsekwencji do zaufania ludziom, z którymi budujemy określone relacje. Bliskość buduje, łączy, daje uczucie uskrzydlenia, jakby zbliżała nas do swojej duszy, duszy drugiego człowieka, duszy świata. Bliskość tworzy coś większego od nas. Jest w niej obecna miłość, szczęście wtedy, kiedy angażujemy się w jej pielęgnowanie, ‘dokarmianie’ – działamy z intencją dawania tego, co najlepsze w nas. Dawania i przyjmowania miłości na swoją miarę, w przepływie, ze wszystkich sił.














► tworzenie przestrzeni zrozumienia i wolności:

Budując relacje doświadczamy inności. W podróży przez życie korzystamy z indywidualnej mapy – każdy człowiek z innej. Mapa zbudowana jest ze wszystkich doświadczeń minionego życia, świadomych i nieświadomych przekonań (poglądów, opinii) i nawyków( sposobów postępowania w określonych sytuacjach). Widzimy często spory o racje. Czy pamiętamy, że każdy człowiek ma swoje racje, i każdy w każdej chwili ma rację – swoją? Warto pamiętać, że zmieniamy świat zmieniając siebie, a rzeczywistość otaczająca nas jest odbiciem wewnętrznego świata. W każdym momencie, w każdej chwili nakładamy swoją mapę, która nam wyjaśnia to, co czego doświadczamy. Warto być uważnym i widzieć inność, dziwić się i zadawać pytanie: gdzie tu jest miłość? 

















► harmonijny przepływ energii w polu rodziny wyraża świadomy, pełen uznania i miłości, cykl przyjmowania i dawania życia



_____________________________________________________
fotografie z cyklu Na lotnisku - DL
Eva Maria Zurhorst „Kochaj siebie, a nieważne z kim się zwiążesz”, 
Charlotte Kasl „Gdyby Budda umawiał się na randki”, 
Don Miguel Ruiz ”Scieżka miłości”, 
Elżbieta Liszewska „Dusza kobiety, Ego mężczyzny”, 
Maciej Bennewicz „Miłość toksyczna, Miłość dojrzała”, 
Jonette Crowley „Orzeł i kondor”

31 marca 2014

W podróży dookoła świata

*

...life has so many colors as you can see it...

















List z z podróży:
Piszę do mężczyzny, przyjaciela, znajomego. Byłeś i nadal jesteś zwierciadłem, w którym się przeglądam cała, gdzie odsłania się moja naga podświadomość, ujawniają się obawy wewnętrznego dziecka czekającego na miłość, uśmiecha się tęsknota za bezpieczną bliskością małej dziewczynki, i ja, dojrzała kobieta, istota ludzka w pełni swej duchowości - obejmująca wszystkimi zmysłami cały ten ludzki spektakl, dojrzewająca do przyjmowania tego, co jest, znajdowania w tym wszystkim siebie w spokoju równowagi i mądrości doświadczania, prowadzącego do zrozumienia i przemiany ego w obejmującą miłość.

Piszę do partnera, kochanka, towarzysza codzienności. Opcjonalna możliwość, ładna, przyjemna, ekscytująca. Wygląda na to, że tym razem spotkaliśmy się w taki sposób, jakiego doświadczaliśmy. Nie tym razem możemy być razem. Ku mojemu zaskoczeniu towarzyszy mi uczucie głębokiego spełnienia i zadowolenia. Dzięki naszej znajomości pamiętam, jak cenna jest dla człowieka wartość relacji, wartość samego doświadczenia, i po prostu pragnienia o parametrach najwyższej jakości. Lubię to, co najlepsze dla mnie w każdym obszarze, cieszę się, że byłeś i jesteś w moim życiu.
Idealny dzień. Nigdy nie wiedziałam, kiedy będzie ten ostatni. W tej materii jestem ciągle jak 8-latka uganiająca się za ojcem, bo to taki wiek, w którym kobieta dojrzewa do swej kobiecości  spełniając się w oczach ojca. Widzę, że już potrafię zaspokoić jej apetyt na bliskość i akceptację, rozkwitanie w pełni kobiecej duszy. Jest miękka, delikatna, odpuszczam jej i zabieram sprawy dla dorosłych, dbam o jej potrzeby, głaszcze i przytulam. Jest przy mnie bezpieczna, dzięki jej wyciszeniu, spokojowi, mam przestrzeń dla siebie dorosłej, na dojrzały związek, na jeszcze jeden z mądrą i świadomą miłością, na spotkanie ze sobą w jego obecności - obecności drugiego człowieka, intymności, zwyczajności, banalności, w celebrowaniu "razem".

Załączam tekst, którym Cię obdarzam jak ramionami, pocałunkiem, słowami bliskości, dawania wszystkiego, czym jestem, przyjmowania wszystkiego, czym jesteś, i błogosławieństwa życia, którym żyjemy


W DIALOGU
z: Łukasz Łukaszewicz i Aneta Boryczko
 
On
Chciałbym powiedzieć ci że zawsze będziesz umiał się podnieść jak upadniesz i że nigdy się nie poobijasz niczym superbohater z bajki o superbohaterach.
Chciałbym powiedzieć Ci, że wszystko zawsze będzie dobrze a smutek nigdy nie będzie u ciebie gościem który przychodzi nieproszony co rano do kuchni na kawę.
Chciałbym móc powiedzieć ci, że już nigdy nie uronisz żadnej łzy bólu i że strach nie zapuka do okna w twojej sypialni.
Chciałbym powiedzieć ci, że już zawsze kochana osoba będzie przy tobie i że nigdy śmierć nie otworzy swoich ramion przed twoimi bliskimi.
Ale nie powiem, bo to nie byłaby prawda.
Ona
Ale kiedy upadniesz i zawołasz będę tuż obok. Nie, nie podam Ci od razu ręki. Poczekam. Wierzę, że potrafisz sam wstać. A kiedy się poobijasz, podam Ci plaster, wodę utlenioną albo będę śpiewać tak długo, aż odnajdziesz dźwięki swojej pieśni i sam nauczysz się koić swoje rany.
Ale kiedy przyjdzie smutek, a Ty mnie zaprosisz, usiądę tuż obok. Nie wezmę go, bo to Twój smutek. Będę czekać w milczeniu albo w słowach. Będę tańczyć i śmiać się tak długo, aż zobaczysz, że deszcz przestał padać.
Ale kiedy przyjdzie lęk, a Ty mnie zawołasz, będę z Tobą i Twoim lękiem. Nie wezmę go, bo to Twój lęk. Stanę na szeroko rozstawionych nogach i pokażę Ci, że ziemia wciąż jest pod nimi. A jeśli to nie wystarczy€“ pokażę Ci mój lęk. Dobrze go znam.
Ale kiedy bliska osoba odejdzie, kiedy śmierć otworzy swoje ramiona, będę przy Tobie. Nie musisz mnie wołać. Będę przy Tobie. Wezmę Cię w ramiona razem z tą śmiercią. Moje serce będzie biło tak głośno, że usłyszysz życie. A potem będzie biło tak długo i tak cicho, aż usłyszysz bicie swojego serca.


Do zobaczenia wkrótce
___________________________________________________
fragment książki udostępniony za zgodą autora
fotografia Google


19 lipca 2013

właściwy mężczyzna i własciwa kobieta

*






















Do pewnej pary, która się nie mogła zdecydować
Mam dla Was taką opowieść:
Ktoś usłyszał, ze pięknie jest jeździć samochodem, zwłaszcza tylko we dwoje i gdy nikogo już zabrać nie można. Postanawia najpierw obejrzeć rozmaite modele i dlatego odwiedza rożne salony samochodowe, przygląda się ofertom, sprawdza ich szczegóły. Można, co prawda, jeśli
się chce, jeździć każdym modelem, ale każdemu da się wytknąć to czy owo. I dlatego ten ktoś decyduje się na razie poczekać jeszcze rok.
W następnym roku robi tak samo, i tak samo w trzecim i w czwartym. Wziął nawet dłuższy urlop, żeby przestudiować również oferty w innych
krajach. Jednak przez wszystkie te lata chodził nadal pieszo.
Nagle poczuł, ze ma tego dość.
Teraz musiał koniecznie mieć jakiś samochód, nawet nie najnowszy i nie najlepszy. Tak mu było spieszno, że chciał przebiec skrzyżowanie na czerwonym świetle. Ciężarówka próbowała jeszcze zahamować, ale było już za późno: Przejechała go na śmierć.
Rzadko można znaleźć właściwego mężczyznę i właściwą kobietę. Dobry mężczyzna i dobra kobieta zazwyczaj wystarczą.


Bert Hellinger
_________________________________
fotografia Cała w biedronkach DL

25 kwietnia 2011

zgoda na to kim jesteś, absolutnie

*

zmieniam to, na co mam wpływ i przyjmuję z miłością to, na co nie mam wpływu






















Czym jest odpuszczanie kontroli? Praktyką bezwarunkowej akceptacji.

Nigdy nie będę Tobą, ani kimkolwiek innym, zawsze mogę i chcę być sobą. Nigdy nie będziesz kimś innym niż sobą, przyjmuję i akceptuję ciebie takim jaki jesteś. Rezygnuję z pragnienia, żebyś dostosował się do społecznych schematów oraz moich wyobrażeń o roli mężczyzny w rodzinie i w naszym związku
Nie potrzebuję zmieniać siebie, poprawiać ani naprawiać. Jestem w porządku. Nie potrzebujesz zmieniać siebie, poprawiać i naprawiać. Jesteś w porządku.

**
wpis dedykuję mężczyźnie i kobiecie, którzy w tym tygodniu świętowali 25lecie małżeństwa, wspólnego bycia dla siebie, dla dzieci, podejmowania codziennych wyzwań, razem i osobno

kochani, życzę Wam obojgu szczęśliwego życia
słowa 'kocham' na każde dzień dobry i każde dobranoc, uśmiechu w oczach i na twarzy








____________________________________________________
fotografie z cyklu w moim ogrodzie DL
Jon Kabat Zinn : Właśnie jesteś, Przewodnik uważnego życia
Eva-Maria Zurhorst: Kochaj siebie a nieważne z kim się zwiążesz

22 marca 2011

ładniejszy scenariusz dnia

*









Butelka wina i świeca gwarantują ładne zakończenie dnia. Choćby nie wiem co było się wydarzyło wcześniej. Takową konkluzją pożegnaliśmy się dziś w szkole rodzenia, gdzie co jakiś czas podejmuję temat pielęgnacji związku mężczyzny i kobiety w kontekście zmian, jakie wnosi do rodziny maleństwo.
Grupa młodych małżeństw. Za każdym razem jest ciut inaczej. Inne mamy, inni tatusiowie, inne dzieci prawie gotowe do narodzin, jeno energia ta sama, delikatnie wibrująca, miękka, pełna czułości. W takim klimacie bliskość zyskuje wymiar magiczny i moim zadaniem jest wprowadzić element tę bliskość utrwalający na tyle, by stała się wsparciem na wielobarwną, pełną nieoczekiwanych wyzwań, nierzadko szarą, codzienność.

Co lubicie robić razem? Co sprawia, że lubicie swoje towarzystwo? W jaki sposób dbacie o siebie nawzajem?

Rzadko spędzamy czas razem, bo nie mamy czasu.

Lubimy razem gotować, jadać, czytać. Tomek masuje mi stopy. Uwielbiam to.

Oglądamy filmy, czasem idziemy na spacer, najczęściej odwiedzamy rodzinę.


Mężczyzna i kobieta - ciało i dusza związku. Niezależny żywy organizm, którego dynamika jest wypadkową i niezależności i zaangażowania obu stron dla siebie nawzajem. Warto zatrzymać się na pytaniu: co... jeśli?

Co stanie się z naszą bliskością, kiedy będzie nas troje, jeśli nie mamy czasu dla siebie teraz?

Co jeśli będziemy pamiętać o sobie?

Jeśli lubimy razem oglądać filmy to oglądajmy na całego pijąc wino albo gorącą czekoladę z chili (błogosławiony afrodyzjak), jedząc chipsy albo krewetki lub prażone migdały, tuląc się, głaskając i kochając, choćby na podłodze, poduszkach, cokolwiek wyobraźnia i fantazja podpowie dla naszej przyjemności, bo...

Tak jak na początku wszystkiego, co jest, było i jest słowo, tak i w każdej sytuacji rodzinnej pierwszy jest związek i o tym koniecznie trzeba pamiętać, szczególnie wtedy, kiedy już maluszek uśnie w łóżeczku, a pranie może zaczekać do jutra. Rodzice i teściowie też.

Co możemy zrobić dla siebie, tu i teraz?
Być!


post script_um

Dobre rady nie wystarczają, trzeba jeszcze motywacji, by je zastosować, solidnej motywacji.

Tomek, Daria.
Oboje są małżeństwem od kilkunastu lat. Pragną z całego serca urodzić maleństwo. Nie zachodzą w ciążę i ten aspekt krnąbrnego losu jest dlań dużym wyzwaniem. Zniecierpliwienie, złość, rozczarowanie, pretensje. Powiadają, że to jest powodem oddalenia.
Czy rzeczywiście niespełnione pragnienie jest powodem niesnasek? Czy może to niesnaski pokazują, że dzieje się jeszcze coś innego, co domaga się uważności, zatrzymania się, uznania. Czas płynie, wszystko wokół nas i w nas się zmienia, a oni w swym zapatrzeniu na cel, w Przyszłość, zapomnieli o sobie, o związku, że w są oboje razem w drodze. A droga i cel są tak samo ważne, ba, to droga wyczerpuje cel.

Kiedyś Einstein powiedział, że tylko głupcy oczekują zmiany robiąc ciągle to samo, więc jeśli chcemy przyciągnąć w swoim życiu Nowe, to trzeba zrobić coś innego niż zwykle w swej codzienności, bo drobna zmiana czyni dużą różnicę.
Przyglądam się od kilku lat innej parze oczekującej na dziecko. Oboje przede wszystkim żyją swoim życiem, dzielą się nim tak jak potrafią. Bywa różnie, kwadratowo i podłużnie. Zmieniają się i wprowadzają w swoje życie różne zmiany, wspierają się, dojrzewają do bycia razem, dojrzewają jako kobieta i mężczyzna, jako związek i jako rodzice. Dbają o swoje Tu i Teraz, o siebie.

Paweł, Sylwia.
Chłopiec ma 3 miesiące, a oni szukają wspólnego celu na Przyszłość. Ona ma wątpliwości. Nie ufa. Mają rozbieżne podejście. On jest skupiony na tym co robi, wierzy w strategię budowania powoli, krok za krokiem. Ona czuje się niepewnie, potrzebuje pewnej Przyszłości. On ufa sobie, a ona nie ufa jemu. Kłótnie i ciche dni.

- Przyszliśmy tutaj, żeby ustalić cel.
- No dobrze. Jaki chcecie zbudować cel?
- Kochamy się. Kochamy naszego syna. Nie potrafimy ustalić wspólnego celu.
- No dobrze. A jak wygląda wasz wspólny czas we dwoje?
- Nie potrafimy spędzać czasu we dwoje bez kłótni, dlatego jesteśmy tutaj?
- Ok, a zatem co jeszcze lubicie razem robić?
- Nie robimy razem nic, bo się kłócimy. Kiedyś jadaliśmy razem, graliśmy w karty, teraz nie mamy na to czasu.
- Ok. Czy jeszcze lubicie swoje towarzystwo?

Bert Hellinger pisze:

Dla związku ważne jest, że ma pierwszeństwo przed byciem rodzicami, bowiem bycie rodzicami jest kontynuacją związku. Jeśli jakaś para ma trudności i prosi mnie o radę, wtedy często pytam: "Co ma dla was pierwszeństwo: bycie rodzicami, czy bycie parą?". Albowiem jeśli para ma dzieci, często bycie rodzicami zabiera całą energię i dla pary niewiele wówczas pozostaje. Miłość rodziców do dzieci karmi się miłością pary, jest jej kontynuacją. Jeśli więc relacja pary znów może zająć pierwsze miejsce, wtedy udaje się też lepiej bycie rodzicami. A przede wszystkim: dzieci, które widzą, że ich rodzice się kochają, czują się bardzo szczęśliwe.

_______________________________________

Miłość Ducha. Czym jest i jak osiąga spełnienie?_B.Hellinger
foto z Google

16 marca 2011

zapraszam do tańca

*








Każdy z nas jest aniołem, który ma tylko jedno skrzydło. Jeżeli chcemy się wzbić ponad ziemię, musimy się wziąć w objęcia.

Luciano de Crescenzo



Niejeden z nas pamięta czasy swojego dzieciństwa, kiedy wierzyliśmy w bajki i miewaliśmy bajkowe sny, ba, jestem pewna, że nadal takie sny miewamy, na szczęście. Przyznam się, że w ostatnim czasie odnoszę wrażenie, jakby w moje życie wplątały się zdarzenia z krainy baśni i snów, w których pojawiają się, i demony, i czarownice, i dobre wróżki, i anioły, a czasem zły wilk. Najważniejsze są ziemskie anioły - przyjaciele, ludzie, którzy, jak dary losu, stają na drodze niby przypadkiem, a odgrywają rolę zupełnie nieprzypadkową, bo zmieniają bieg życia.

Czasem sobie myślę, że anioł, ziemski anioł, jest jak osobisty Piotruś Pan, któremu czasem pozwalamy się porwać i odlecieć, odetchnąć głęboko w nieograniczonej przestrzeni, zobaczyć siebie, swoją drogę, słońce i księżyc z innej perspektywy. Z takiej podróży wracamy wypełnieni pozytywną energią, wręcz nieziemską siłą, i stawiamy odważniej kolejne kroki na zawiłej „twardej” drodze pokręconego życia. Tak jakoś pięknie się dzieje, że jeśli blisko nas jest Ktoś, komu ufamy, na kim możemy polegać, to łatwiej chcieć i łatwiej móc, łatwiej wierzyć, kreować zdarzenia i dostrzegać dary z krainy cudów. Obecność drugiego człowieka, w oczach którego możemy przeglądać się jak w lustrze, dostrzegać w nich potwierdzenie swego istnienia i bezwarunkową akceptację, potrafi dodać skrzydeł. Taaaak, Piotruś Pan niejedno ma imię...

Dobrze mieć ziemskie anioły wokół siebie, dobrze jest czasem wzbić się ponad ziemię i oderwać się od powtarzalnej codzienności, dobrze jest też podać rękę życiu, które, wyłaniając się codziennie zza rogu czasu, mówi do nas „zapraszam do tańca”, i dobrze jest zatańczyć z nim, każdego dnia, niepowtarzalny taniec pełen oddania i pasji.

Moim dobrym duchom, aniołom, przyjaciołom i wszystkim ludziom dobrego serca dedykuję słowa, które zafascynowały mnie swoją prostotą, i które przypominają, zwłaszcza w chwilach zwątpienia o tym, co jest w życiu najważniejsze.


Przyjacielu,

Nie interesuje mnie, czym się trudnisz.
Chcę wiedzieć, nad czym bolejesz i czy śmiesz marzyć o spotkaniu z tym, za czym tęskni Twoje serce.
Nie interesuje mnie ile masz lat.
Chcę wiedzieć, czy gotów jesteś wyjść na głupca dla miłości, dla marzeń, dla przygody, jaką jest życie.
Nie interesuje mnie jakie planety zrównują się z Twoim księżycem.
Chcę wiedzieć, czy dotknąłeś środka własnego smutku; czy zdradzony otwarłeś się, czy skurczyłeś i zamknąłeś w sobie, ze strachu, przed dalszym cierpieniem!
Chcę wiedzieć czy potrafisz siedzieć z bólem, moim lub Twoim, nie poruszając się, by go ukryć, stłumić lub uleczyć.
Pragnę wiedzieć, czy możesz współistnieć z radością, moją lub swoją; czy umiesz zapamiętać się w tańcu i pozwolić, by ekstaza wypełniła Cię po czubki palców dłoni i stóp, nie każąc zachowywać ostrożności, myśleć realistycznie czy pamiętać o ograniczeniach kondycji ludzkiej.
Nie interesuje mnie, czy opowiadasz mi prawdziwą historię.
Chcę wiedzieć, czy potrafisz rozczarowywać innych, aby pozostać wiernym sobie; czy umiałbyś znieść oskarżenie o zdradę i nie zdradzić własnej duszy.
Chcę wiedzieć, czy potrafisz zaufać, a zatem i być godnym zaufania.
Chcę wiedzieć, czy potrafisz dostrzec piękno, nawet gdy nie co dzień jest ładna pogoda, i czy umiesz wywodzić swe życie z obecności Boga.
Chcę wiedzieć, czy potrafisz żyć z porażką, nie tylko swoją, stanąć nad brzegiem jeziora i do srebrnego księżyca krzyczeć: TAK!
Nie interesuje mnie gdzie mieszkasz i ile masz pieniędzy.
Chcę wiedzieć czy umiesz wstać po nocy żalu i rozpaczy, wyczerpany, zbity jak pies, i robić to, co trzeba, dla swoich dzieci.
Nie interesuje mnie, kim jesteś, skąd tu się wziąłeś.
Chcę wiedzieć, czy staniesz ze mną w środku ognia, i nie cofniesz się.
Nie interesuje mnie, gdzie, jakie i u kogo pobierałeś nauki.
Chcę wiedzieć co Cię podtrzymuje od środka, gdy wszystko inne odpada.
Chcę wiedzieć, czy umiesz być sam ze sobą, i, czy naprawdę lubisz tego, z którym przystajesz w chwilach pustki.

Oriah Mountain Dreamer


_________________________________________

tekst archiwalny, inspirowany korespondencją z Piotrem
publikacje: Dziennik - Siła Marzeń 13.09.2007r.

miesięcznik OdNowa 03.2008r.
Kopalnia Wolnego Czasu






Foto z Google

14 marca 2011

pokochać siebie

*











kiedy kocham cię bardziej
niż kocham siebie
w gruncie rzeczy kocham cię mniej

kochając siebie mniej niż ciebie
utrudniam ci
kochanie mnie

twoja miłość do mnie
tak bardzo zależy
od mojej miłości do siebie

a moja miłość do ciebie
będzie silniejsza
jeżeli pokochasz siebie tak, jak kochasz mnie.

Pokochać siebie

Ulrich Schaffer

***

23 stycznia 2011

o Bliskości


*










**

Człowiek pragnie Bliskości i jednocześnie obawia się jej, bez względu na to, czy jest tego świadomy, czy nie. Bliskość oznacza odkrycie się przed Innym. Jesteśmy sobie obcy: nikt nie zna nikogo. Jesteśmy obcy nawet sobie samym, kiedy tak naprawdę nie wiemy kim jesteśmy.

Bliskość, zbliżenie się do drugiego człowieka, oznacza odrzucenie wszystkich mechanizmów obronnych; tylko wtedy owa bliskość jest możliwa. Ale powstaje lęk: gdy przestaniesz się "bronić", gdy zrzucisz wszystkie maski, jakie nosisz, kto wie, co zrobi z tobą ta druga osoba?

Wszyscy ukrywamy tysiące rzeczy, nie tylko przed innymi, ale nawet przed samymi sobą, gdyż byliśmy wychowani w społeczeństwie, które narzuciło nam tysiące zahamowań, tysiące zakazów, nakazów, tabu. Stąd lęk przed drugim człowiekiem, i poczucie obcości, bez względu na to, czy żyjesz z tą osobą dziesięć, dwadzieścia, czy trzydzieści lat, owa obcość nigdy nie znika. I czujesz się lepiej, gdy zachowujesz trochę dystansu i masz w zanadrzu swoje mechanizmy obronne, gdyż ktoś może wykorzystać twoją słabość, twoją podatność na zranienie. Tak, każdy, dosłownie każdy obawia się bliskości.

Sytuacja jest niełatwa, gdyż każdy PRAGNIE bliskości. Bez niej jest samotny we wszechświecie, żyje bez przyjaciela, bez ukochanej, bez kogokolwiek komu mógłby ufać, bez kogokolwiek przed kim mógłby odkryć swoje rany. Warto pamiętać, że rany nie zabliźnią się, jeśli nie są odsłonięte. Gdy je zasłonisz, wypełnią się jedynie jeszcze większą ropą.

Bliskość jest podstawową potrzebą człowieka, więc każdy jej pragnie, ty też... ale jednocześnie pragniesz też, aby to ta DRUGA osoba się zbliżyła, aby się odsłoniła, odrzuciła swoje mechanizmy obronne, odkryła swoje rany, zerwała maski, które nosi, odkryła swoją autentyczną osobowość, stanęła zupełnie "nago" przed tobą. A jednocześnie pragnąc bliskości, sam obawiasz się odsłonić siebie.

Jest to jeden z zasadniczych konfliktów pomiędzy przyjaciółmi, ukochanymi: nikt nie chce się odsłonić, stanąć w "nagości", zupełnie szczerze przed tym drugim. A oboje pragną bliskości...

Stąd, jeśli nie uświadomisz sobie zahamowań i stłumień, które 'podarowali' Tobie rodzice, twoje wychowanie, twoje społeczeństwo, twoja kultura i twoja religia, wtedy nigdy tak naprawdę nie zbliżysz się do nikogo. Przejmij inicjatywę i, zamiast obwiniać, weź odpowiedzialność za swoje Życie oraz spełnienie swoich najgłębszych potrzeb; nie przerzucaj tego na tę drugą osobę.

Często, nawet gdy ktoś inny jest gotowy, by obdarzyć cię swoją miłością wycofujesz się. Pojawia się obawa: "tak, to piękne, ale jak długo będzie to trwać? Wcześniej, czy później będę musiał się odkryć". A miłość oznacza bliskość, miłość to dwie osoby zbliżające się do siebie, miłość to dwa ciała w jednej duszy. I pojawia się lęk, lęk o swoją duszę, swoje wnętrze... "przecież nie jestem doskonały, lepiej się ukryć, lepiej się nie odkrywać, niż narazić na odrzucenie"... I w ten sposób lęk przed odrzuceniem nie pozwala ci przyjąć miłości, nie pozwala ci zbliżyć się do innej osoby.

Co zatem robić? Pierwszy, podstawowy krok to akceptacja siebie samego, takiego jakim jesteś. Spójrz do wewnątrz i odrzuć wszystko, co zostało ci narzucone; wszystko co powoduje twój wstyd. Zaakceptuj swoją naturę, taką jaka jest, a nie taką jaka powinna być. Wszystkie powinienem vs nie powinienem to przyczyna choroby ludzkiego umysłu. Odrzuć wszystkie powinności bycia kimś ważnym, pobożnym, respektowanym. Nie ma nic piękniejszego od bycia prostym i zwyczajnym, od bycia po prostu sobą. Możesz wyrażać siebie autentycznie i szczerze: stajesz się otwarty i ta otwartość pomoże innej osobie otworzyć się przed tobą. Twoja bezpretensjonalna, autentyczna prostota to zachęta dla bliskości, zaufania i otwartości ze strony drugiej osoby. Gdy znikają wszystkie powinienem vs nie powinienem, gdy nie musisz się już ukrywać i bać, wtedy pojawia się bliskość.

Kiedy pojawia się miłość, kiedy chcesz w nią głębiej wejść, powstaje następne wyzwanie. Wchodząc głębiej w miłość, tracisz swoje fałszywe "ja". I zaczynasz się bać, unikać głębi miłości, gdyż ta głębia jest jak śmierć. Zaczynasz tworzyć bariery między sobą a twoją ukochaną, gdyż kobieta wydaje się jak przepaść, przepaść przez którą możesz zostać wchłonięty. Powstałeś z kobiety, ona jest łonem, przepaścią. Jeśli może dać ci życie, może dać ci też śmierć. Kobieta jest niebezpieczna, tajemnicza. Nie potrafisz żyć bez niej i jednocześnie nie potrafisz żyć z nią. Nie możesz się od niej oddalić, gdyż bez niej życie jest puste; nie możesz się do niej zupełnie zbliżyć, gdyż wtedy tracisz swoje "ja".

Ten konflikt jest typowy w każdej miłości. Zatem czynisz kompromisy: nie oddalasz się zbyt daleko, ale też nie zbliżasz się totalnie. Stoisz gdzieś w środku, balansując sobą, ale wtedy miłość nie może się pogłębić. Głębia miłości jest osiągalna tylko wtedy, gdy odrzucisz lęk i skoczysz z zamkniętymi oczami głową w przód.

Jest to niebezpieczne - miłość może zabić twoje ego, twoje "ja". Miłość to trucizna dla twojego fałszywego "ja". Miłość to życie dla ciebie prawdziwego, miłość to śmierć dla twojego ego. Musisz skoczyć. Musisz się zbliżyć i dosłownie rozpłynąć w kobiecie, ta bliskość to drzwi do boskości, do wieczności.

Kobieta ma podobne wyzwanie przed sobą. Im bardziej zaczyna zbliżać się do mężczyzny, ten tym bardziej stara się od niej uciec i znajduje tysiące wymówek, by się oddalić. Zatem kobieta musi czekać, a czekanie oznacza, że kobieta nie przejmuje inicjatywy, która wygląda na obojętność, a obojętność może zabić miłość. Nic nie jest bardziej zabójcze dla miłości niż obojętność. Nawet nienawiść jest lepsza, gdyż jest przynajmniej pewnym rodzajem relacji miedzy dwojgiem osób. Miłość może przetrwać nienawiść, ale nie znosi obojętności. I stąd kobieta ma trudności; jeśli przejmuje inicjatywę, mężczyzna ucieka, gdyż większość mężczyzn nie znosi kobiet, które podejmują inicjatywę. Mężczyzna czuje, że zbliża się przepaść, więc lepiej uciec, zanim będzie za późno. Tak właśnie powstają donżuani. Krążą od jednej kobiety do drugiej, wypełnieni lękiem, że przepaść może ich wchłonąć. Donżuani nie są prawdziwymi kochankami, choć na nich wyglądają: każdego dnia nowa kobieta. Donżuani to przestraszeni ludzie, obawiający się bliskości.

Zatem kobieta również stoi pośrodku; tak jak mężczyzna między lękiem przed przepaścią a pragnieniem bliskości, tak kobieta między przejęciem inicjatywy a obojętnością. Obie sytuacje są złe, to zwykłe kompromisy. A kompromisy nie pozwalają rozkwitnąć miłości. Kompromisy nie pozwalają niczemu rozkwitnąć. Kompromisy to kalkulacja, spryt, potrzebne w biznesie, ale nie mające nic wspólnego z miłością. Więc zaryzykuj, przekrocz granice swojego ego i skocz - skocz w prawdziwą bliskość, skocz w prawdziwą miłość.

Na początku miłość ma barwę seksu. Jeśli jest płytka, pozostanie do tego seksu zredukowana; tak naprawdę to nie będzie żadna miłość. Seks może być piękny, gdy towarzyszy mu fascynacja z miłości.

Bliskość w stosunku do jednej kobiety lub mężczyzny jest dużo lepsza, niż mnogość relacji partnerskich. Może ta mnogość jest zabawna, ale powierzchowna, nigdy nie zdołasz rozwinąć się wewnętrznie. Miłość to nie sezonowy kwiatek, potrzeba jej wiele czasu by rozkwitła. Każdy mężczyzna ma w sobie pierwiastek kobiecości, każda kobieta ma w sobie pierwiastek męskości. Jedyny sposób, aby się o tej jedności przekonać, to bycie w głębokiej bliskości. Pozwalaj rozkwitać zaufaniu, odsuwaj wszystkie bariery dzielące cię od drugiej osoby.

Uduchowienie oznacza ciepło, miłość i bliskość. Źródłem ciepła jest kobieta. Jej miłość i oddanie, połączone z intelektem mężczyzny; jej serce połączone z głową mężczyzny, mogą uczynić cud.

Kobieta i Mężczyzna. Dzielą się swoją miłością, swoimi sercami. Rozwijają w głębokiej harmonii i poczuciu nieograniczonej bliskości. W ten sposób zmieniają świat.

Osho

16 stycznia 2011

klucz i zamek

*



To begin a great relationship, know what you want. Know what the needs of your body are, what the needs of your mind are, and what fits well with you. There are millions of men and women, and some will make a good match for you and others won't. The two of you only need to be like a key in the lock a match that works.

The Miguel Ruiz Academy of Awareness


Przeczytałem Twój wpis o KLUCZU. Wcześniej już wiele razy myślałem o tym do Ciebie napisać.


Chciałem pisać o tym, że ludzie różnią się od siebie. Z perspektywy mojego JA słyszałem i czytałem o tym od liceum, odkąd zacząłem szukać swojego przyjaciela na życie. Wtedy jednak wydawało mi się, że jeżeli coś nie pasuje, coś nie wychodzi, to w dużej mierze zależy to od woli i zrozumienia, aby się dostosować, zmienić się. To oczywiście jest prawda, ale ten mechanizm dostosowawczy ma ograniczony zakres tolerancji, i jest on znacznie mniejszy niż siła miłości - fascynacji, która na początku jest zdolna przenosić góry, ale jednak z czasem słabnie i zaczyna funkcjonować w oparciu o prawdziwe potrzeby i prawdziwe możliwości.

Młodzi ludzie tego nie wiedzą, i trzeba im życzyć prawdziwego szczęścia, aby trafili na partnera, który naprawdę do nich pasuje. Druga opcja, to, aby tego uczyć, ale tak żeby naprawdę ta nauka działała. Ogromna rola w tym po stronie rodziny, ale jak to robić?

Ja to zrozumiałem i odczułem dopiero jakieś dwa lata temu i sam jeszcze swojego życia nie umiem uporządkować.


……….


Rzeczywiście, faktem jest, że ludzie różnią się każdy od każdego.
Każdy z nas jest jak odrębny świat, z natury mający do swej odrębności prawo, co się wiąże z uznaniem tej odrębności, na każdym poziomie i przez każdego.
Dąb z brzozą nie spierają się o to, kim są, tylko są przez całe swoje życie sobą, i nie przeszkadzają nawzajem sobie być sobą, i rosną obok siebie na swoich zasadach współistnienia, współegzystują ze sobą i dzielą to samo słońce, tę samą ziemię i korzystają z tego samego ujęcia wody.
i dąb nie domaga się, by brzoza stała się dębem tylko dlatego, że dąb jest większy.
A ludzie to robią w stosunku do innych ludzi, bo zaspokajają potrzebę kontroli, władzy, i posiadania, co wynika z decyzji, najczęściej nieuświadomionych.

Jak się ma do tego miłość?
Miłość Jest
Manifestujemy jej obecność w nas tak, lub inaczej.
Miłość jest jak słońce.
Albo dostrzegamy słońce i cieszymy się nim i dzielimy radością, albo nie dostrzegamy słońca i marudzimy, że przeszkadza nam chmurka albo dwie, i mnóstwo powodów przeszkadzających znajdujemy, by pomarudzić i ponarzekać. A ono nadal sobie świeci, niezależnie od naszych humorów.
To samo z miłością.
Czasem próbujemy pod przykrywką miłości uskutecznić pragnienie posiadania i zarządzania drugą osobą, która, jak już uznaliśmy na początku, jest odrębnym światem, to jest to tylko pragnienie posiadania, które z miłością ma tyle wspólnego, że używa się nazwy 'miłość’, która z miłością nawet się nie minęła.

Tak jak nie można słońca posiadać, tak miłości posiąść się nie daje, a tym samym miłości drugiego człowieka nie można mieć na żądanie. Owszem, jeśli człek się uprze i zrezygnuje z miłości na rzecz posiadania i sprawowania kontroli, to może zarządzać drugim człowiekiem, o ile oboje chcą tego samego, świadomie, bądź nieświadomie.

W miłości nie istnieje jakakolwiek strategia zarządzania sobą czy drugą osobą, w której stosuje się chwyty typu 'dostosowanie' czy tolerancja. Relacja opierająca się na miłości nie funkcjonuje w oparciu ani o prawdziwe ani nie-prawdziwe potrzeby. Relacja opiera się na byciu dwojga ludzi razem, bo im ze sobą dobrze pod każdym względem.
Miłość jest jak słońce i może manifestować się podczas zaspokajania potrzeb, ale ich nie zaspokaja.

Co do partnera i do klucza? Ów klucz to bardzo ogólna zasada, która mówi o harmonii, otwarciu, szacunku, życzliwości, zrozumieniu inności i zgody na inność, zgody na bycie sobą. Ów klucz jest przenośnią dla sposobu nastawienia się do siebie i do drugiego człowieka. Ów klucz i zamek są symbolem dla sytuacji, w której oboje czują, że chcą razem być, bo ufają sobie, a na tym zaufaniu pragną oprzeć codzienność, która przynosi różne wyzwania, a które oboje są gotowi podejmować, razem się wspierając.

Trafić na ‘tego’ drugiego człowieka to i owszem, kwestia szczęścia, ale kiedy człowiek jest gotowy, by dzielić się swoją miłością z drugim człowiekiem, to on po prostu pojawia się. Kwestia sprowadza się do wewnętrznej gotowości i motywacji bycia z partnerem.
Motywacją jest to, by dzielić się z nim swoją miłością, zaufaniem, swoimi darami, zdolnościami, oraz swoimi podróżami w krainę cienia, które każdy człowiek ma wpisane w swój życiorys, bo to wynika z jakości kondycji ludzkiej.

Owo dopasowanie ‘klucza i zamka’ opiera się na świadomości intencji i świadomych decyzjach, znajomości siebie a szczególnie swej motywacji.
To rodzaj motywacji decyduje o tym, czy związek jest dopasowany i jest stworzony do tego, by się oboje w nim rozwijali, czy to tylko powierzchowna fascynacja. I jedno i drugie jest ludzkie i tak samo dobre. Kluczowe (sic!) jest to, by być tego świadomym i nie oczekiwać od innych tego, czego sami nie potrafimy podarować.


Nie jest absolutną prawdą twierdzenie, że dobre związki są, albo mają być na całe życie.
Związki są takie, jakie są, i jakie mogą być, jedne dłuższe, drugie krótsze. To kwestia świadomych, bądź nieświadomych wyborów, kwestia tego, czego pragniemy, i czy oboje pragniemy tego samego,
wszak może się zdarzyć, że przychodzi czas, iż pragniemy czegoś innego i osobno, i mamy do tego prawo, po prostu. Oczywiście wplatamy w to i dojrzałość i odpowiedzialność.

Rodzice i dzieci.
Właściwym sposobem tzw. nauki dojrzewania do związku jest pokazać dziecku, w jaki sposób zbudować świadomy: i mocny i pełen zaufania i miłości związek z samym sobą.
Wiara w swoje możliwości, wyjątkowość, jedyność istnienia, prawo do popełniania błędów, jako forma wewnętrznego rozwoju, i zaufanie, to elementy, którymi obdarowujemy dzieci codziennie rano, od nowa, szczególnie zaufanie typu carte blanche. To jedyny sposób, jaki znam by dzieci zbudowały w sobie źródło własnej mocy, z którego czerpią moc do indywidualnego odkrywania sposobów okazywania miłości, w tym na stworzenie trwałego związku z własnym terytorium i umiejętnością poszanowania własnego świata i innych światów.
Jest to możliwe przy zaufaniu, które jest jedną z form manifestacji bezwarunkowej miłości, bo na niej się opiera i z niej wynika.
Trzeba żyć swoim życiem tak, jak najlepiej potrafimy, i to jest jedyne, co mamy do zrobienia. Dbajmy o swoje terytorium, zamiast mówić innym, jak mają dbać o własne. To nie słowa a działanie ma wymierny wpływ na świat zewnętrzny, szczególnie na nasze dzieci, które są z nami związane jak naczynia połączone, wiec tzw. ‘przykład’ płynie do nich ścieżkami widzialnymi (oczy, słowa, uszy) i niewidzialnymi.
Równoległą, bardzo istotną kwestią w relacji rodzice i dzieci jest moc płynąca z samego związku, czyli jaką więź tworzą ze sobą rodzice. W rodzinie związek rodziców zawsze ma pierwszeństwo przed dziećmi, i to szczęście rodziców ma podstawowy wpływ na szczęście i poczucie bezpieczeństwa u dzieci, a tym samym na fundament ich życia.

I wiesz, po kilku latach praktykowania porządkowania zauważyłam, że porządkowanie życia sprowadza się do zgody na to, co jest, w tym akceptacji siebie z całym 'wyposażeniem', oraz ustalenia tego, co jest dla nas najważniejsze, bo ta wiedza staje się bazą dla kolejnej decyzji i kolejnego kroku w odpowiedzi na każde wyzwanie, po prostu.



***

13 listopada 2010

mężczyzna i kobieta, esencja więzi

*









Szczęście, które pozostaje - Bert Hellinger,

fragmenty

Gdy spotykają się mężczyzna i kobieta, mężczyzna zauważa, że mu czegoś brakuje, a kobieta zauważa, że jej też czegoś brakuje. Czymże jest w końcu mężczyzna bez kobiety, i czymże jest kobieta bez mężczyzny? Mężczyzna istnieje dzięki odniesieniu do kobiety, a kobieta dzięki odniesieniu do mężczyzny. Gdy się wiążą, każde dostaje to, czego mu brakuje. Mężczyzna dostaje kobietę, a kobieta dostaje mężczyznę. Od mężczyzny przyznanie się, że brakuje mu kobiety, i od kobiety przyznanie, że brakuje jej mężczyzny, wymaga pokory. To nie przychodzi łatwo. Każdy uznaje przy tym swoje ograniczenia.
Niektórzy próbują się od tego wymigać, na przykład przez to, że mężczyzna rozwija w sobie to, co kobiece, a kobieta próbuje rozwinąć w sobie to, co męskie. Ponieważ wtedy mężczyzna już nie potrzebuje kobiety, a kobieta nie potrzebuje już mężczyzny. Wtedy mogą być jedni bez drugich.
Związek pary udaje się, gdy oboje, mężczyzna i kobieta, przyznają, że im drugiego brakuje, że potrzebują drugiego dla swojego dopełnienia. Jeśli nawzajem podarują sobie to, czego drugiemu brakuje, wtedy stają się cali i pełni.

Miłość kobiety i mężczyzny znajduje swoje spełnienie w akcie seksualnym. Seksualne spełnienie jest tym, do czego zmierza związek pary. Jest to najgłębsze spełnienie życia i przewyższa każdy inny akt, w tym także duchowe spełnienie. Dzięki niemu jesteśmy w zgodzie z tym, co istotne na świecie. Albowiem cóż bardziej nakłada na nas obowiązki wobec istoty życia i dzięki czemu bardziej rośniemy niż ten akt i jego skutki?
Coś jeszcze jest związane z tym aktem. Dzięki aktowi seksualnemu powstaje więź. Po nim para już nie może się rozłączyć. Dlatego nie można sobie z nim poczynać, jak gdyby było to coś dowolnego. Ma on daleko idące skutki.
Co oznacza więź i jak głęboko sięga, możemy zobaczyć po bólu i uczuciu winy i zawodu, które para doznaje przy rozstaniu. Nie mogą się rozstać bez poczucia i uznania tej więzi. Jaki ma to wpływ na późniejsze związki, można odczytać z faktu, że dziecko z drugiego związku reprezentuje partnera z pierwszego związku. Ma ono uczucia tego partnera i wyraża je wobec rodziców. Nie można zatem igrać z wcześniejszymi związkami. One działają dalej.
Możemy również obserwować takie zjawisko: Gdy jakaś para się rozstaje i wiąże się z innymi partnerami i znów się rozstaje, wtedy przy drugim rozstaniu ból i uczucie winy są mniejsze niż przy pierwszym rozstaniu. Przy trzecim rozstaniu ból i uczucie winy są jeszcze mniejsze, a po pewnym czasie nie odgrywają już żadnej roli. Z reguły partnerzy w późniejszych związkach nie mają odwagi, żeby wziąć nowego partnera w równie głęboki sposób jak pierwszego.
Rozwiązaniem dla nich jest okazanie przy rozstaniu szacunku i miłości wobec wcześniejszego partnera.

c.d.n.



*

28 września 2010

fenomen zdrady, czyli krótki wpis o miłości

*











*
Skrzywdziłem przyjaciela, zdradziłem kobietę, zdradziłem żonę, zdradziłem siebie, nie mogę teraz niczego zrobić, czasu nie da się cofnąć i nie umiem sobie tego wybaczyć. To skomplikowane i bardzo osobiste. Sceneria jak z Świtezianki, trudno było odróżnić, czy to księżyc, czy jego odbicie. Nagle woda zafalowała i okazało się, ale wtedy było już za późno.
Następny krótki wpis o zdradzie. Zdrada, to upadły Anioł miłości... Co to jest, czym jest zdrada? Czy można naprawić zdradę?, czy można wybaczyć zdradę?, czy zdrada może odrodzić?
Mnie się wydaje, że zdrada może zabić duszę.




Wejdź głęboko, w siebie, i nakarm dusze wszystkimi uczuciami, jakie ci towarzyszą. Ona pragnie rozsmakować się w ludzkich uczuciach namiętności, miłości, żalu, bólu, taka już po prostu jest. Poprzez nią bóg zapragnął rozsmakować się w człowieczeństwie - prawda, że to przekonujące???

W swej doskonałości ma dostęp do ludzkiego wymiaru życia tylko poprzez nasze doświadczenia, i tylko o to duszy chodzi - w tym obszarze nie obowiązują ludzkie kryteria oceny, porównywania, skali dobra i zła...
Jest to, co jest... i już.

Bądź uważny, obserwuj pomysły ego na zakwalifikowanie zdarzeń z twojego życia, na ich ocenę, na porównywanie do ludzkich kryteriów.
I bądź dla siebie wyrozumiały.

Każdy człowiek ma swoją drogę rozwoju, a wszystkie doświadczenia są po to, by się uczyć siebie, uprawiać archeologię, poniekąd duszy, bo to ona określa zadania - sens życia, daje nam lekcje do przerobienia, wiec codziennie poprzez wyzwania, sytuacje i zdarzenia odkrywamy jej pragnienia.

Mam poczucie, że zdrada jest wyrazem dominacji najgłębszych lęków przed miłością, a ego znajduje sposoby, by nas wodzić po manowcach prawdziwych i złudnych uczuć, i karmić umysł powierzchowną przyjemnością, substytutami miłości, co trwają przez chwilę, bądź dwie. Popełniamy błędy, by zobaczyć nasze własne lęki, nagie i bezbronne, tak, żeby je przyjąć do siebie, zintegrować, bo są częścią nas samych.

Wybaczyć sobie trzeba wszelakie błędy, by dalej żyć, by iść dalej, przed siebie. Zamknąć przeszłość, by otworzyć przyszłość. To niełatwe, wymaga uważności, pokory, cierpliwości.
Znajdziesz na to sposób.
Potrzebujesz czasu na żałobę po tym, co utracone. Potrzebujesz czasu, by poczuć naprawdę i głęboko wszystkie swoje uczucia na ten temat. Daj sobie czas, a przez ten czas naucz się siebie, takim jakim jesteś, siebie wobec przeszłości, wobec teraźniejszości. Wówczas znajdziesz porozumienie ze sobą i zgodę na siebie.

Zrozumienie to wybaczenie sobie

Po prostu

Zdziwisz się, że to możliwe, bo zgoda przynosi ulgę i miejsce na głęboką miłość. Tylko zamykając Stare możesz otworzyć się na Nowe, i nie chodzi o odcięcie, a przeżycie do końca.

Trzymając się Twojej poetyckiej terminologii powiem, że czuję tak:
miłość jest Aniołem światła, zdrada jest Aniołem Cienia, jeden bez drugiego nie ma racji bytu.

Tak... zdrada może odrodzić, jeśli poczujesz wszystkie jej smaki w opuszkach palców, bo wówczas poczujesz i miłość.



"Zdrada jest wyrazem dominacji najgłębszych lęków nad miłością".
W duszy czuję, że to prawda, ale nie wiem, co to znaczy dla mnie, w każdym wymiarze naszego życia, każdego tu i teraz?


Umysł może nie odnaleźć znaczenia tego, czego doświadczasz, dlatego poczuj głęboko to, co czujesz i tam pozostań, i na tym się skoncentruj - na uczuciu zrozumienia poprzez uczucie. Praktyczne odpowiedzi przyjdą we właściwym czasie, o ile będą ci do czegoś potrzebne.

Zdrada jest wyrazem ucieczki przed głębokim zaangażowaniem i chęcią ukarania siebie, drugiej osoby.
Za co? za Coś! Tego nie wiadomo na pewno... bo wygląda na to, że za nadmiar miłości i wyzwanie, by oddać się czemuś większemu, by się otworzyć, by się zgodzić na przyjmowanie.
Zdrada ma wiele korzeni, to bardzo złożone uwikłanie. Zawsze jednak chodzi o nas, zawsze jej korzenie znajdują się w nas, jak wszystko.

Najgłębsze nasze lęki są lękami przed przyjęciem miłości, w każdym jej aspekcie. Wynikają z ludzkiego ograniczania sobie i konieczności zasługiwania na miłość.
Sami sobie stawiamy barykady.
Nie robimy sobie tego ot tak, to ograniczenie jest wpisane w ludzką kondycję, praktycznie płynie we krwi. Czynimy tak ze strachu.

Lęk przed miłością, przed przyjmowaniem miłości, przed otwartością, tego uczucia, energii, która zapiera dech, się obawiamy, bo asekuracyjny umysł włącza algorytm ochronny przed zranieniem.
Umysł skonstruowany jest na ochronę i tworzy scenariusze zagrożeń i asekuracyjnie nas przed nimi broni. Miłość przychodzi wtedy, kiedy się otwieramy i jesteśmy bez pancerza, bez tarczy, wtedy właśnie umysł odczytuje i interpretuje ten stan jako bezbronność.
Bezbronność dlań jest stanem zagrożenia.
Niesamowite, prawda?, że potrzeba nam własnej bezbronności, by mieć w sobie miłość, by ją poczuć w czubkach palców. Pancerz ochronny jest zamknięciem się przed tym, czego pragniemy najbardziej.
Wygląda na obłędne koło, prawda?

Lęki przejmujemy od rodziców. Najczęściej.

Oni też byli dziećmi
Doświadczali różnych, często niełatwych sytuacji.
Ich rodzice też byli dziećmi i doświadczali różnych zdarzeń.

Podskórnie, nieświadomie, w ramach lojalności, wierności rodzinie i bezwarunkowej miłości dziecka do rodziców, przejmujemy lęki rodziców, dziadków... tak już jest. W ramach tej lojalności przejmujemy cześć ich uwikłań wspierając ich los, i dlatego niesiemy ich bagaż energetyczny, którego nie rozumiemy.
Często mam uczucie, że to nie jest 'moje', ale moje zarazem, bo już jest częścią mnie. Kochać, mimo to, i rozumieć, to jest właściwe wyzwanie życia.

Najłatwiej rozplatać supły uwikłanych losów oddając się procesowi ustawień hellingerowskich, i, jeśli przyjdą do ciebie, przyjmij je, i weź w nich udział, nie dociekając głową znaczenia, bo to sprawa duszy.

Czasem jest tak, że przychodzi najpiękniejsza miłość, i wówczas w poczuciu, że nie zasługujemy na takie błogosławieństwo, żeby sobie nań zasłużyć, karzemy się, a ukaranie polega na zniszczeniu, odrzuceniu tego Daru... jesteśmy dla siebie w zakresie umysłu bardzo surowi, nastawieni na winę i karę, na dobro i zło, na zasługiwanie.
Taka jest nasza kultura.

Ważnym jest uświadomić sobie mechanizmy, jakie nami kierują. Uświadomić sobie oznacza bardzo uważne, blisko siebie, zwyczajne codzienne życie, zakręcone wokół tego, co przynosi nam ogromna satysfakcje i radość. Wówczas można wyskoczyć ponad automatyczne sterowanie mechanizmami przetrwania i świadomie zarządzać nimi, i wybierać miłość, mimo iż umysł implikuje tabun możliwości zranienia. Uświadomić sobie, że umysł to tylko narzędzie, maleńka cząstka naszego istnienia, że 'walka o przetrwanie' to jego praca, a my jesteśmy czymś więcej niż umysł!
Wówczas świadomie wybieramy i rozumiemy swoje błędy. Jeśli będziemy ufać codziennie i sobie i innym, i dostrzegać pod powierzchnią rzeczywistości dobro i miłość, to odzyskamy moc i przyciągniemy więcej zaufania i miłości.

Któż wymyślił cierpienie, żeby zasłużyć na miłość?

Cóż za pomysł zakładać, że Ktoś zajmuje się rozdawnictwem miłości?!

Wszak miłość jest, prawda? Ona jest, w niedoskonałości, pomiędzy błędami, jak światło, jak powietrze. Jest wokół nas i w nas, trzeba tylko zacząć głębiej oddychać.


dziękuję za zaproszenie

16 czerwca 2010

wrócić do korzeni, o bólu i o miłości

*











*
... życie, zakręty, wiraże, pozwalają dotrzeć i zrozumieć:

pewność, całkowitą pewność miłości, która do ciebie puka, przychodzi, zyskujesz tylko wtedy kiedy potrafisz znaleźć miłość w sobie, najpierw dla siebie samej, a z niej wypływającą miłość do drugiego człowieka;

moc związku ze sobą samą daje Tobie całkowitą pewność tego, co do ciebie przychodzi i co otrzymujesz od drugiego człowieka, daje ci moc przyjmowania z ufnością tego, co ci zostaje dane;
miłość to miłość, ona nie jest na x%, ona jest miłością, nie ma pół-miłości, ani ćwierć-miłości,to po prostu miłość i już.

Ale zanim jej nie odkryjesz w sobie, to będziesz będziesz jej nadawać cechy emocjonalnych przepływów, dzielić na czworo. Miłość jest stanem istnienia, wzbudza różne emocje, ale nie jest emocją.

Dopóki nie odkryjesz w sobie jej siły, jej korzeni, miłości do siebie samej ukrytej w akceptacji, szacunku, to gwarantuję ci, że choćby wszystkie anioły i najprzystojniejsi, najcudowniejsi mężczyźni darowali ci cały świat, to nadal nie będziesz miała pewności czy to jest to, czego chcesz, i będziesz wyliczać, czy to jest 75%, a może tylko 90, ciągle będziesz się rozglądać wokół siebie,
Znajdź w sobie podstawę do dawania i przyjmowania, spójrz w lustro i zapytaj się siebie, skąd czerpiesz motywację do życia i siłę do codziennego działania, a jeśli koło napędowe znajdziesz w sobie, to wówczas zazdrość nie będzie ci w niczym przeszkadzać, ani określać temperatury samopoczucia w towarzystwie ukochanej osoby, a raczej wskazywać jak w Tobie jest dużo ludzkiej kobiety.

To stare porównanie, ale znakomicie oddaje charakter zazdrości, która, tak jak i inne ogniste emocje, jest jak narowiste, dzikie konie w Twoim powozie, czyli w życiu. Ty jako woźnica decydujesz sama, czy pozwalasz koniom robić co się im podoba, czy też siłą swej woli, decyzji, będziesz kierować je tam, dokąd zmierzasz.

I jeszcze,
częstość odchodzenia, czy, jak to nazywasz, porzucania, jest drogą, procesem dojrzewania do coraz głębszych związków, i jeśli każdy z nas potrafi się pochylić nad tym, co było przyczyną rozstania, mijania się, wyciągnąć wnioski na SWÓJ temat, to jestem pewna, że każdy kolejny związek będzie uważniejszy, pełniejszy i trwalszy.

Świadomie dawać i świadomie przyjmować to nade wszystko otwierać się ze swoją miłością, akceptacją, zaufaniem, albowiem możemy przyciągać to, co już mamy w sobie.


***

Przeszłość trzeba zaakceptować taką jaka była, przeżyć emocjonalnie do końca, wówczas sama odpada od nas;
tylko przeżyty do głębi i do końca ból zwraca nam wolność do bycia sobą.

Przeszłość ZAWSZE będzie miała wpływ na teraźniejszość (jest elementem zakorzenionym w podświadomości w postaci nawyków, przekonań, sposobów na przetrwanie, sposobów na walkę, sposobów na ochronę siebie, sposobów na ucieczkę), zaś my mamy wpływ na to, w jaki sposób, w jakim stopniu, będzie Ona Przeszłość kształtować naszą Teraźniejszość.

Jeśli chcesz rozgrywać swój czas w TERAZ programami z przeszłości - twój wybór; każdy zespół chorobowy przemienić w to, co chcesz zrobić ze swoim życiem. Twoja wolna wola czy Przeszłość zarządza Tobą, czy Ty zarządzasz Przeszłością.

Zauważ, każdy zespół chorobowy funkcjonuje jak etykieta: uniform, z którego w pewnym momencie trzeba wyskoczyć, albowiem utożsamienie się z nim jest jak dobrowolne zakucie się w dyby. Nie ma co szukać wymówek, trzymać się kurczowo starego, tylko wziąć się w garść i zacząć głęboko oddychać, czuć, żyć.

Tommy Helsten napisał niezwykłą książkę "Odwaga poddania się'. Polecam.
(fragment dyskusji na blogu Marcina)

01 czerwca 2010

On Jest i Ja Jestem

*








*

Póki nie znalazłam w sobie pewności, co czuję, czego pragnę, i co mogę drugiej osobie podarować, szarpałam się z niepewnością i domagałam się komunikacji na swoich warunkach; nie słuchałam swojego serca, duszy, więc napierałam, natarczywie, i widziałam wycofywanie w skorupę.

Odkąd znajduję w sobie miłość, otwartość, zrozumienie, odwagę, cierpliwość, czuję, że potrafię być obok, bezwarunkowo, zwyczajnie, po prostu, tak jak życie płynie, na wyciągniecie ręki, na zasłuchanie w słowa;

i robię swoje i jestem , dla siebie, dla Nas.

Jedyną racją dla tej miłości jest to, że On Jest i Ja jestem, i że ja chcę być obok, bo jest mi tak dobrze.

Związki dwojga między Początkiem i Końcem mają swoją niebywałą historię, której nie da się zaszufladkować;
raz bliżej, raz dalej, ... nic nie jest na pewno i na zawsze; każde z nas ma swoją strefę światła i cienia, i tylko zaufanie, a także gesty potwierdzenia obecności oraz rozmowa wsłuchująca się w słowa i w ciszę między słowami, pogłębiają owo zaufanie, wzmacniają więź, i wyprowadzają z zaułków, w które zapędzają codzienne nieoczekiwane sytuacje; tego typu wyzwania nigdy nie mają końca, bo życie ludzkie płynie i ma różnorodne smaki.

Zgoda na otwartość, co wymaga nie lada odwagi, bo trzeba odsłonić nie tylko swoja siłę, ale nade wszytko swoją słabość, oraz zgoda na swoją inność, uwalnia od lęków i uwalnia od komplikowania codziennego bycia ze sobą niejasnościami, domysłami, interpretacjami, niewyrażonymi oczekiwaniami i częstymi ucieczkami w swoją skorupkę.

Każdy z nas potrzebuje różną ilość czasu, by dojrzeć do słów " kocham, chcę z Tobą dzielić codzienność, marzenia i smutki, budzić się zasypiać, jadać wspólne śniadania, razem śmiać się ze swoich słabostek i płakać z żalu za tym, co odchodzi".

Wydawało mi się kiedyś, że wystarczy zastosować sprawdzony algorytm, podstęp, prowokację, żeby zaktywować mężczyznę do oczekiwanego komunikatu, ba, deklaracji i BUM!!! -to se ne da- cierpliwość, zaufanie, wiara przynosi smaczniejsze owoce, pozwala w naturalny sposób dojrzeć obojgu do bycia ze sobą; taka dojrzałość zyskuje głębię i trwałość; ważne, żeby oboje zmierzało do tego samego celu - do bycia ze sobą.
Także w związkach sprawdza się zasada: co dajesz to zawsze wraca. Wraca w nieoczywisty, niejednoznaczny, subtelny sposób, najczęściej pokrętny, dlatego dbam o swoje myśli, o swoje uczucia i o swoje słowa, albowiem słowa mają wielką moc.

Z miłością

04 maja 2010

o zazdrości, o słabości, o wolności, o miłości

*








*
Zazdrość jest ludzkim uczuciem, nie jest jednolita, jednobarwna, bo wzbudza wiele emocji, a wszystkie wynikają z lęku, że stracimy coś, co do nas należy;
zazdrość może oślepiać tak samo jak inne nacechowane lękiem emocje, kiedy oddajemy im pierwszeństwo w zarządzaniu naszym życiem;
zazdrość w moim poczuciu mówi mi jak bardzo mi zależy na tym, o co jestem zazdrosna, jaki ładunek emocjonalny tam umieściłam, i w jakim stopniu uzależniłam się od kogoś, albo od czegoś;
zazdrość może być dobrym uczuciem, jeżeli przyjmujemy ją jako element swojego życia i mamy do niej dystans, może być uczuciem destrukcyjnym, jeśli nie zobaczymy jasno i wyraźnie, co ją napędza, jaką ma moc i co ona z nami robi;

skutki zazdrości są wprost proporcjonalne do poczucia własnej wartości,
jeśli wysoką samoocenę uzależniamy od innych, to będziemy zawsze przerażeni możliwością ich utraty, bo to jest tak jakbyśmy mieli stracić siebie,
wówczas walczymy i na siłę chcemy zatrzyma coś, co chce odejść; wysoka samoocena wynikająca z wewnętrznej spójności zawsze będzie górą w konfrontacji z naturalną ludzką zazdrością, i wówczas nie będziemy ani trochę bać się, że coś stracimy, bo owo coś mamy zawsze w sobie, a tym samym mamy w sobie zgodę na zmiany, na przemijanie, na odchodzenie;


drugi człowiek może wzmacniać swoja obecnością moje samopoczucie, ale nie jest podstawowym wyznacznikiem mojego istnienia;

ja lubię swoją zazdrość, mimo, że czasem wymyka mi się, kiedy myślę o niej, że jest zła, ale kiedy przyjmuję jej obecność, jako część mojej ludzkiej natury i sytuacji, w której się pojawia, to czuję i widzę, jakie noszę w sobie lęki ,i jak potrzebuję czasem w chwilach trudniejszych wzmocnić swoją pewność trzymając z ufnością dłoń w dłoni;
wszak jestem człowiekiem, kobietą...

zazdrość pokazuje mi jak silnym i jak słabym człowiekiem jestem

w związku z mężczyzną przypomina mi, jak ważne jest dbać o drugą osobę, kochać i ufać, kiedy o nią zabiegać, a kiedy odpuścić szanując jej wolność wyboru, przestrzeń wewnętrznej wolności;


cokolwiek napędza naszą zazdrość, to sprowadza się do naszego poczucia własnej wartości, do wysokiej bądź niskiej samooceny, i nasze reakcje są doń adekwatne;
reakcje nie wartościują człowieka w żaden sposób, lecz określają jego możliwości wyboru, co zrobi w sytuacji, kiedy objawia się zazdrość i lęki będące jej podłożem; jakość lęków, ich zakorzenienie, ich moc, a z drugiej strony samoświadomość i stopień oswojenia ze swoimi lękami, decydują na ile zamroczeni/zaślepieni pozostaniemy w sytuacji, która domaga się od nas decyzji;
zwykle w pierwszym momencie konfrontacji z rzeczywistością zmiany, odchodzenia kogoś, kogo kochamy, a najczęściej kogoś, do kogo jesteśmy przyzwyczajeni, pojawia się przerażenie, i znów wywołuję do tablicy świadomość... bo przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, i poczucie bezpieczeństwa jest podstawa istnienia, ale przerażenie, gwałtowne kurczowe trzymanie się starego, znajomego, to nie wszystko, co człowiek może zrobić ze swoim życiem:
bo oto na swoje życzenie może traktować siebie jak towar, lub na swoje życzenie i mocą własnej woli może traktować siebie jak człowieka.

Zazdrość zawsze jest uzasadniona, bo każdy ma swoją rację, ważne jest to, co robimy ze swoją zazdrością, kiedy się pojawia.
Powiem tak:
kiedy przychodzą zmiany, odchodzenie, rozwód, to wiele się zmienia wokół, jedni odchodzą, inni zostają; takie zmiany weryfikują mnóstwo relacji, przyjaźni. To samo w sobie jest wartościowe, choć czasem boli, jednak od zmiany nie uciekniemy, ona zawsze nas dogoni, a wówczas bywa różnie... kwadratowo i podłużnie.
:)
Szczerość, odwaga, otwartość przyciągają ludzi takich, którzy potrafią wspierać dokładnie tak, jak tego potrzebujemy.


***

Bezpieczeństwo przywiązania... hmmm... co to takiego? Nie znam idei koncepcji, bazy i celu oraz granic znaczeniowych. Natomiast nasuwa się skojarzenie wprost z naturalnym, przyjaznym okresem dzieciństwa, gdzie przywiązanie do matki, przysłowiowa pępowina, jest gwarancją harmonijnego rozwoju dziecka - to naturalna więź ewoluująca na przestrzeni lat. Bezpieczeństwo przywiązania dziecka przedszkolnego przekształca się w bezpieczeństwa zaufania dziecka szkolnego i nastolatka. W spektrum rodzicielstwa jest miejsce na różne błędy wynikające z niedoskonałości ludzkiej natury, pojawia się tzw. przewrażliwienie, co tak naprawdę jest manifestacją niepewności i lęku, braku zaufania do siebie i do życia, co nie pozwala dziecku odchodzić 'na swoje terytorium' i popełniać własne błędy i uczyć się odpowiedzialności za siebie oraz samodzielności. Pojawia się też różnego rodzaju przemoc, objaw niedojrzałości i pogłębionego lęku, wręcz histerycznej fobii, która burzy granice 'nietykalności', tych zalegających pokładów złości, które potrzebują rozładowywać się na słabszym i nieskarżącym się, bezwarunkowo kochającym dziecku. W obydwu przypadkach niska samoocena kształtuje postawy napędzane lękiem, i to lęk, brak zaufania jest pierwotną materią, którą mimowolnie, bardziej na poziomie więzi krwi niż naśladownictwa, przejmują dzieci: są nią przesiąknięte, bo przecież z niej się urodziły i na niej kształtują swoje nawyki i przekonania. W terminologii fachowej zwie się proces wzrastania i wrastania socjalizacją.

Jak to się ma do zazdrości?
Mogę się domyśleć, że próbujesz sięgać do jej korzeni nawiązując do czasu dzieciństwa, i że to jakość zakorzenienia, ukształtowany obraz świata, system wartości, a nade wszystko stopień samoświadomości, decyduje o tym, jak sobie dorosły człowiek radzi z nieodłącznym uczuciem zazdrości. Jestem pewna, że im większe zaburzenie w tzw. procesie wychowywania, tym mniejsza wewnętrzna dojrzałość i samoświadomość, tym samym większa niemoc w radzeniu sobie w emocjami, w tym całą gamą emocji napędzających stan zazdrości.

***

Zazdrość a narcyzm? Narcyz, który zazdrości? Tak, może być zazdrosny o samego siebie...

polecam lekturę 'w trosce o duszę' Thomasa Moora, rozdział 3, bardzo ciekawe, mądre, nowatorskie spojrzenie na zjawisko narcyzmu.


fragmenty dyskusji emaliowanej na blogu Marcina



linkWithin

Related Posts with Thumbnails